środa, 19 października 2016

Tyle amoniaku, a one nadal żyją

Ja zabawę z amoniakiem i różnymi firmami posiadającymi farby zaczęłam bardzo wcześnie. Już jako dziewczynka bawiąca się laleczkami miałam na wakacje czerwone pasemka. Oczywiście robione przez mojego zdolnego tatę.


Będąc w 6 klasie podstawówki zdecydowałam się na coś okropnego.... tak zwane końcówki. I to nie takie ombre, które w dzisiejszych czasach często widać na ulicach. Kupiłam najtańszy rozjaśniacz w drogerii, bodajże z Joanny. I co? W ruch poszły niebieskie rękawiczki i jazda. Ani dokładnie, ani powoli, szybciutko te zło wylądowało na moich włosach. Trzymałam około 15 minut i zmyłam. Efekt? Wtedy powalający i cudny, a teraz? Pożal się boże...



Gdy poszłam do szkoły mój wychowawca miał minę niczym gestapo na widok żyda. On był bardzo rygorystyczny. Wtedy jedynie mogłabym mu pokazać środkowego, a teraz bardzo mu jestem wdzięczna za tą troskę o mnie i o te włosy.... Każdy nauczyciel już przyzwyczaił się do moich kolorowych włosków. 



Zbliżał się czerwiec, zakończenie roku szkolnego. Przyszedł mi do głowy pewien pomysł... Blondi! Och, tak, blond. Więc szybciutko do rossmanna po farbę. Wybrałam zwykłą najjaśniejszą blond śmierć.
Wyszedł rudy kolor. Później do września malowałam odrosty. 



Kiedy przyszedł rok szkolny i nowa szkoła zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru. Bodajże w październiku pomalowałam włosy czekoladowym brązem. Z każdym myciem ten kolor się zmywał... Można sobie wyobrazić jak to wyglądało.

                                 

Każdy z nas przejdzie, przechodzi lub przeszedł okres buntu. Mnie też to dotknęło. Aż strach patrzeć na te zdjęcia. CZARNE włosy. C Z A R N E. To zabójstwo! 
Oczywiście zrobiłam najtańszą i najmocniejszą farbą z marketu. Niby tania, a pigment miała cholernie mocny.
Mam jasną karnacje i oczy, jednak nie było aż tak źle.

Moje włosy zaczęły wypadać. Najbardziej przy myciu. Wtedy przetestowałam maseczkę na włosy WAX
Ona mnie wtedy uratowała! Włosy zaczęły mi szybko rosnąć, nie wypadały- w ogóle! 

Po około pół roku zmieniłam zdanie i zrobiłam ukochane końcówki. No porażka.

                         
 

Wyglądałam jak patologia. Dodam niżej zdjęcie z przed miesiąca dla porównania. (-10 kg)
                         
 

W końcu nadszedł 2014 rok. Zachciało mi się blondu, blond, który mam do dziś. Kto mi robił? Oczywiście ja sama. Ja + rozjaśniacz. Zużyłam ok 4 paczek w ciągu kilku dni. Brąz, rude, żółte... Żółte zostały. Najbardziej pomógł mi rozjaśniacz z Syoss                                     

Na tym zdjęciu miałam doczepiane włosy. (doczepiane.pl) Strasznie polecam je. Posiadam doczepy do dziś. Jednak już są w fatalnym stanie i nie nadają się do niczego. Wtedy nosiłam je przez pół roku. Naprawdę świetne rozwiązanie.
                       

            Zdjęcie na lewo bez doczep, na prawo z doczepami

I blond towarzyszy mi do dziś. Pod koniec wakacji zdecydowałam się odwiedzić fryzjera. I tam wydarzył się cud! (Salon Fryzjerski "Diana")



Nie zliczę ile razy moje włosy zostały potraktowane farbą. Jednak do tej pory nie jestem łysa:) Choć fryzjerki się dziwią. Dbam o moje włosy. Jeszcze w tym roku myłam je co 3-4 dni. Kiedy robiły się tłuste- wiązałam w warkocz lub dwa warkocze. To naprawdę pomaga. 

Dzięki za poświęcony czas, buźka ;)

0 komentarze:

Prześlij komentarz