poniedziałek, 16 listopada 2015

Depresja, smutek i rozpacz

depresja
(z wiki wiki netu)
Depresja to zespół zaburzeń psychicznych dotykających nastroju. Ma kilka grup objawów – obniżenie nastroju, obniżenie tempa działania i myślenia, lęk, a nawet objawy somatyczne. Nie do końca znane są przyczyny powstawania depresji, określa się tylko czynniki, które mogą jej sprzyjać, jak np. zmiany struktury mózgu, zakażenia wirusowe, czynniki genetyczne, psychologiczne czy społeczne.


Zauważyłam, że w Naszym otoczeniu jest moda na smutek i cierpienie, na pocięte ręce i depresję. 

Jednak nie wszyscy posiadają wiedzę w tej dziedzinie. Ja nie jestem wszechwiedzącą dziewczyną, jednak ostatnio zainteresował mnie ten temat i dziś postaram się troszkę wyjaśnić. 
Depresja to nie jest jedno dniowy smutek, ale często zaczyna się od kilku dni to lat. Wtedy jest potrzebna pomoc bliskiej osoby, człowieka posiadającego wiedzę i w ostateczności lekarza specjalisty. 
U niektórych depresja trwa dwa tygodnie i powtarza się co jakiś czas. U niektóych trwa to nieustannie. 
Jak to rozpoznać? Dam przykład chłopaka. Bez powodu lub z przyczyny jest smutny. To nie zwykły smutek, a zamknięcie się w sobie, brak chęci do życia, brak perspektyw, samotność, brak życia- czyli jakiejkolwiek aktywności. Nic nie jest w stanie mu poprawić humoru. Nawet lubiane przez niego rzeczy. W najgorszym przypadku chce popełnić samobójstwo. Ma niską samoocenę, z małego problemu robi ogromny. Może być agresywny w stosunku do każdego. Po prostu nie chce mu się żyć. Tyje lub chudnie, śpi lub wcale tego nie robi. Czasem nawet wygląda to na zachowanie narkomana. Jednak to dwa inne wątki. 


Jak pomóc osobie z depresją? 

Czy ma depresje czy jest po prostu smutny, w żadnym wypadku nie mówmy WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE. To najczęściej tylko pogarsza całą sytucję. Słowa "ogarnij się" również nie pomagają. Chory wie, że nie jest dobrze, że już nie będzie. Jest pesymistą. Takie osoby są szczególnie wrażliwe. Każde słowo potrafi odebrać inaczej- obraźliwie i źle. Zdania tego typu "ja miałam gorzej w życiu, ona nie ma matki, on żyje w patologii" nie poprawią jego stanu. 
Choremu trzeba okazać czułość i zrozumieć go. Nie można obwiniać, rozkazywać a zachęcać do działań. I powinno się być wyrozumiałym. Właśnie te wyrazy "trzeba, powinno" są najlepszym rozwiązaniem. 
Jeżeli chory chce się zabić, napisze do Ciebie "żegnaj itd" to w 90% tego nie zrobi. Takimi tekstami woła o pomoc. Nie daje już sobie rady. Słowa wszystko będzie dobrze, nie pomogą. 



Jeżeli zostawił Cię chłopak lub zostawiła Cię dziewczyna- nie załamuj się. Wiem, że przetrwasz tydzień, dwa lub miesiąc, dwa. Początki są najcięższe, potem poleci "z górki". Ja to wiem, możesz mi zaufać :)




Tu jestem w 1000% szczera. Dla mnie osoby, które biorą żyletke(a czasem inne ostre narzędzia) i robią sobie pare kresek dla zabawy, dla "słegu i femu" są idiotami. Ci, którzy od tak to robią, nie są lepsi. Te osoby lubią sprawiać sobie ból, a to nie jest normalne. Te osoby nie potrafią sobie sami poradzić z najmniejszymi problemami. Czy to uzależnia? Oczywiście. Jak wszystko inne, nawet jak papieros czy alkohol no i internet:) Zabijamy ból psychiczny fizycznym. Sprawia to radość, szczęście. Ten stan to choroba psychiczna, którą trzeba zwalczyć wspólnie z zaufaną osobą lub psychologiem, a w ostateczności psychiatrą. 




Leczenie choroby psychicznej. 

To chyba najtrudniejszy wątek..Nie każdy jest w stanie powiedzieć komuś o swoich problemach, a co dopiero osobie z doświadczeniem w tym. 




Nigdy się nie poddawaj. Nigdy nie płacz przez bezwartościową osobę. Nigdy nie przestawaj w siebie wierzyć, bo jesteś wyjątkową osobą. Nie jesteś najgorszy/a lecz najlepszy/a :) 

piątek, 13 listopada 2015

Bezinteresowna, pamietliwac

Miałam wiele problemów, przeszłam przez wiele krętych dróg. Nie chciałam już widzieć na swojej twarzy smutku. Chociaż w moich oczach zawsze można dostrzec ocean gorzkich łez...
Postanowiłam się zmienić. Nie wiele musiałam zrobić aby to się stało, jednak poświęciłam wiele... 

Byłam, jestem i chyba już zawsze będę zbyt dobra. Chciałam się zmienić w obojętną, źle nastawioną dziewczynę. Próbowałam odrzucać od siebie każdego człowieka, nieważne skąd był. Wyznaczyłam sobie cel- zranić każdego, kto kiedykolwiek sprawił smutek w moim sercu. Każdego kto wbił mi nóż w plecy. Każdego kto zranił moje przepełnione miłością serce. 
Miałam dosyć trzymania w sobie bólu, smutku i cierpienia. 
Kiedy poznawałam nowe osoby, nie czułam więzi do nich. Nie chciałam się do nich przywiązywać. Byli, bo byli. Odpuszczałam sobie jakiekolwiek znajomości. Nie chciałam być znana, a przeciwnie. Szukałam ucieczki do innego świata, bez problemów. Idealnego dla mnie. 
Z biegiem czasu zrozumiałam, że tak nie mogę żyć. To nie jest moje życie. Postanowiłam poświęcić siebie, aby zabić ten smutek w sobie. Zabrano mi moją duszę, moje serce jakoś jeszcze funkcjonowało. Przecież kamienia zwykły człowiek nie zniszczy. 
Wyróżniałam się spośród moich znajomych. Grzeczna, milutka a zarazem walcząca i silna kobieta. Nikt mnie nie znał. Nikt nie wiedział jaki trzymam chaos w głowie. 
Oddałam siebie aby pomagać innym...


Wierzyłam w każdego bardziej niż w siebie. Oddawałam swoje szczęście, aby zobaczyć chociaż lekki uśmiech człowieka. To było dla mnie najważniejsze. Uśmiechy obcych i bliskich osób odbudowywały mnie. Bałam się tego, bałam się tej zmiany. Wiedziałam jakie jest moje przeznaczenie... 


Jestem pamiętliwa. Być może to zadziwiające, ale tak jest. Pamiętam każdą łze, każdy uśmiech. Każdy wzlot i upadek. Pamiętam tęsknote i nienawiść. Pamiętam każdą dobrą decyzje i każdą błędną. Pamiętam każde "kocham Cię"- te szczere i nie. Pamiętam każde kłamstwo i każdą prawdę. Pamiętam bliskie mi osoby. Pamiętam fałszywych ludzi. 
Choć staram się zapomnieć- to nie potrafię... 

czwartek, 12 listopada 2015

Zabawka

Piękną dziewczyną była, z planami na przyszłość, które zmieniała 
dosyć często. Kończąc szkołę podstawową miała doświadczenie życiowe 25 latki. Wchodząc do gimnazjum jej życie zmieniało się co parę miesięcy o 180 stopni. Jej życie nie miało sensu, nie chciała żyć. Miała jedyny priorytet- jej rodzina, która wtedy jej nie doceniała. Uważała siebie za bezużyteczną. 
W szkole dobrze się uczyła..poznała nowych znajomych, w nowej szkole i zaczęły się problemy. Pierwsze jedynki, wagary. Jeśli wagary to też papierosy, alkohol. Po paru miesiącach się uzależniła. Nie była już tą grzeczną dziewczynką...
Problemy w szkole to nic w porównaniu do problemów rodzinnych. Była sama mając kilkanaście lat. Nie mogła liczyć na nikogo.

Nagle w jej życiu pojawił się pewien chłopak... Nie w jej typie. Jej 
marzeniem było mieć wysportowanego, wysokiego chłopaka (o charakterze nie wspomnę:P) a on był przeciwieństwem. Podczas pierwszych spotkań nie myślała, że ta "znajomość" będzie ją prześladować przez 2 lata. Był starszy od niej o 3 lata. O 3 cm od niej wyższy...

Poznali się przez jej przyjaciółkę. Były we dwie na imprezie, w nowym mieście(w którym on mieszka). Pokłóciły się, więc ona postanowiła wyruszyć do domu. Ciężko byłoby jej trafić o północy.. Nowy kolega chciał ją odprowadzić, ta bez wahania się zgodziła. Trasę 30 minutową przeszli przez 3 godziny. Jak? Nie wnikam. Rozmawiali ze sobą. Przedstawili połowę swojego życia w tak krótkim czasie. Kiedy już byli pod jej drzwiami, ona go pocałowała, w policzek. Jak przyjaciela.
Leżąc w łóżku rozmyślała o nim. Myślała, że ten życiowy koszmar w końcu się skończy. Myliła się?

Pierwszym odruchem po przebudzenie było sprawdzenie telefonu. A w nim wiadomość od niego: " Cześć :D Co tam? :D " - prawie każdą rozmowę zaczynał tymi wyrazami... Nie muszę chyba Wam opisywać jej zachwytu. Pisali ze sobą długo, tematów nie było brak. Zaczęli się spotykać, raz drugi trzeci
Po tym kolejnym, kolejnym razie na pożegnanie ją mocno i długo uścisnął, na koniec pocałował. Przez te pożegnanie nie przespała nocy. Myślała o nim nieustannie. 
Mijały kolejne codzienne spotkania...
Kiedy wieczorem na spacerze złapał ją za rękę, jej serce przyśpieszyło swoje bicie. Ciarki przeszły po jej ciele. Nie wiedziała co ma zrobić, ale nie odepchnęła go. Ucieszyła się bo myślała, że to początek związku. Chciała z nim być. Mimo, że różnili się, nie był jej księciem z bajki. Uważała, że jest to facet jej życia. 
Mijały miesiące.. Ona poczuła, że jest coś nie tak. Nie spotykali się często, nie pisał już do niej jak zawsze. 
Jej przyjaciółka nie mogła patrzeć na jej twarz bez uśmiechu, a więc postanowiła do niego napisać. On jej wszystko wyjaśnił "Nie chcę związku, nie kocham jej, nie chcę jej" po czym wysłała jej screena rozmowy. Co ta mała, zraniona istotka zrobiła? Załamała się, była w rozpaczy. Straciła osobę, którą pokochała. Osobę, która narobiła jej nadziei i zostawiła. Nie zrobiła sobie nic, nie straciła nic prócz wylanych łez...
Zerwali ze sobą kontakt po jakimś czasie, bo każda rozmowa z nim sprawiała płacz. 
Minął miesiąc. 
Drugi. 
Napisał do niej. Oczywiście, cześć i co tam :D. Nie wiedziała co zrobić, bo przestała o nim myśleć, chciała sobie inaczej wszystko poukładać, w końcu zaczęła się uśmiechać, a tu nagle zjawił się on... Znów zaczęła z nim pisać, spotykać się. Znów zaczęły się wielogodzinne rozmowy i spacery. Tylko teraz było troszeczkę inaczej. Chciał czegoś więcej od niej. Nie zgodziła sie na to... Zostawił ją znów. Znów pojawił się smutek na jej twarzy. Załamała się bardziej niż za tamtym razem. Obiecała sobie, że już do niego nie wróci.
Usunęła go ze znajomych, potem zablokowała. Minęło około pół roku. Pamięć o nim nie zniknęła. Odblokowała go i znów byli znajomymi "fejsbukowymi". Zaczęli ze sobą pisać, jednak obiecali sobie zwykłą znajomość. Jednak w ich przypadku to niemożliwe. 
Minęły kolejne miesiące.. zleciały 2 klasy, 2 klasy płaczu i skupianiu się na jednej osobie- nim. Po długim okresie nie widywania się, on wyciągnął do niej rękę. Zobaczyli się. Kiedy on ją przytulił jej serce zaczęło mocno bić, ręce zaczęły się pocić.. Zrozumiała, że po tym wszystkim co jej zrobił nadal coś do niego czuje. Jednak nie chciała tego, ale to było silniejsze od niej. 
Przyjeżdżał do niej codziennie. Oboje byli innymi ludźmi, przez rok można się bardzo zmienić. Ona jeszcze bardziej dojrzała i myślała, że on jest kimś innym. Chciała mu znów zaufać, bo potrzebowała go. 
Powiedział jej, że naprawdę się zmienił, że nie zrani jej nigdy więcej. Przytulił i powiedział, że ją kocha. Prosto w oczy, powiedział, że ją kocha. Pisał jej to, mówił co chwilę. Trwali w tym miesiąc, po czym ona mu odpowiedziała, że też go kocha. Niepotrzebnie, bo zostawił ją, twierdząc, że nie czuje nic do niej. Że jej nie kocha. 
.
.
.

Ta dziewczyna zmarnowała na niego 3 klasy. Te około 2 lata. Była dla niego zabawką, którą się bierze i zostawia zepsutą. Zniszczył ją do tego stopnia, że ona teraz nie potrafi zaufać żadnemu chłopakowi.