sobota, 29 października 2016

Razem na zawsze

Sara- 19 letnia maturzystka. Pochodzi z tak zwanego dobrego domu. Uczęszcza do najlepszego prywatnego liceum w mieście. Wysoka, szczupła, niebieskooka blondynka z pięknym i radosnym uśmiechem. Miała duże powodzenie u chłopaków, jednak żaden z nich jej się nie podobał. Ma dwie przyjaciółki, z którymi traktuje się jak rodzeństwo. Po szkole planuje iść na studia medyczne, gdyż jej tata jest lekarzem a mama dentystką.

Jakub- 23 letni chłopak, który nie ma lekkiego życia.  Z trudnością ukończył zaoczne liceum. Ma ponad 190 cm wzrostu, jest bardzo umięśniony i ma wiele tatuaży.  Jego tradycyjnym zajęciem jest siedzenie w domu z kumplami i palenie. Nałogowa słucha mocnego rapu i często jeździ na koncerty hip-hop’owe.  Dawniej chodził codziennie na siłownie, a teraz zminimalizował ilość sportowych dni do trzech.
Akcja rozgrywa się w Warszawie.

Ich historia zaczęła się tak….

Było już ciemno, a Sara wracała z korepetycji matematycznych. Miała 30 minut drogi do domu i wybrała się na pieszo. Mogła wrócić taxi, lecz chciała wracać samotnie słuchając przez słuchawki swojej ulubionej muzyki. Gdy przechodziła przez ulicę mokotowską kątem oka ujrzała grupkę pijanych mężczyzn, którzy dziwnie się na nią patrzyli. Przyśpieszyła swoje tępo i jej serce zaczęło mocno bić- bała się.
-E, maniurka cho do nas- krzyknęli mężczyźni.
-Dajcie mi spokój!- Odpowiedziała zdenerwowana.
Nagle jeden z pijanych zaczął iść w jej stronę. Sara zaczęła uciekać, a on za nią. Złapał ją za rękę i powiedział jej:
-Już nam nie uciekniesz
-Puszczaj mnie alkoholiku, pożałujesz tego zobaczysz!- Wydarła się szarpiąc faceta.
On zaprowadził ją do swoich kolegów. W dwóch ją złapali i mówili jej, że się dziś z nią zabawią. Dziewczyna płakała, myślała, że to już jej koniec. Nagle usłyszała tajemniczy głos:
-Zostawcie ją, nie widzicie, że ona tego nie chce? Przecież od razu widać, że nie jest kurwą- Oznajmił z przekonaniem Kuba.
Pijani faceci puścili dziewczynę. Sara zaczęła uciekać, a za nią pobiegł Jakub. Zdarł sobie gardło krzycząc do niej, by się zatrzymała i go wysłuchała. W końcu zatrzymała się koło łazienek. Kuba jej mówił, że jest zbyt piękną kobietą by samotnie chodzić po ciemku w tej dzielnicy. Wielokrotnie przepraszał za swoich napitych znajomych, ale to nic nie dało. Sara bez słowa odwróciła się i poszła w stronę domu. Kuba jeszcze przez chwilkę za nią szedł, by zobaczyć gdzie ona mieszka.

Kolejnego dnia (piątek) maturzystka stwierdziła, że nie pójdzie do szkoły po tym co się wczorajszego dnia wydarzyło. Chciała dojść do siebie i poświęcić dzień sobie. Gdy dobiła 12 godzina, ubrała się i wyszła do sklepu aby kupić sobie coś na obiad. Niespodziewanie napotkała Kubę. Zaczęli ze sobą spokojnie rozmawiać. Dziewczyna podała swoje dane aby mogli razem się odnaleźć w internecie. Kiedy weszła do domu od razu usiadła przed laptopa. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, gdy zobaczyła zaproszenie do znajomych od chłopaka. Od razu zaakceptowała i chwile po tym otrzymała od niego wiadomość. Pisali ze sobą cały dzień. On chciał się z nią spotkać wieczorem, jednak ona nie chciała…miała uraz od ostatniego wydarzenia. Jakub to zrozumiał i nie nalegał. Kolejnego dnia spotkali się. Sara była w szoku bo  nie mogła oderwać od niego wzroku. Gdy słyszała jego głos, jej serce biło szybciej.  A kiedy przytulił ją na koniec spotkania poczuła „motylki w brzuchu”. Ale dziewczyna nie chciała być w związku. Wiedziała, że z tego nie będzie nic dobrego…

Chłopak się starał o nią. Przez kilka tygodni non stop pisali, rozmawiali i spotykali się.  Oboje czuli coś więcej do siebie.
Kuba zaproponował jej wieczorny spacer. Gdy już dotarła na umówione miejsce….widok zwalił ją z nóg. Piękne bezchmurne niebo, kilka gwiazd a przed nią Kuba z dużym bukietem czerwonych kwiatów.
-Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką w życiu widziałem. Nie dałem Cię wcześniej skrzywdzić i teraz też  na to nie pozwolę. Zakochałem się w Tobie, moja niebieskooka księżniczko. Chciałbym z tobą być, co Ty na to?- Wyznał podając kwiaty ukochanej.
-Nie wiem co mam powiedzieć. Nigdy nie byłam w związku. Jesteś wyjątkowym chłopakiem, dla którego warto zaryzykować!- Odparła rzucając mu się w ramionach.
Całowali się. Piękny był to widok.


Minął rok czasu od tej cudnej chwili. Sara zdała świetnie maturę i dostała się na wymarzone studia. Jakub otrzymał dobrze płatną prace- został szefem firmy budowlanej swojego dziadka.


Jakub od kilku dni chodził zdenerwowany. Jego druga połówka nie rozumiała o co chodzi. Podeszła do niego i kazała natychmiast wyjaśnić jego zachowanie. On jej odparł, że jest chory na raka. U jego dziadka stwierdzono tą samą chorobę i po miesiącu zmarł. Przestraszona dziewczyna zaczęła płakać i przytuliła Kubusia z całych swoich sił. „Kocham Cię, kochanie.  Uratujemy Ciebie, zobaczy. Wszystko będzie jak dawniej” wyszeptała mu do ucha.
Minęło kilka dni. Kuba powoli tracił swoje gęste włosy, brwi…Schudł sporo. Jednak lekarz dawał mu trzy miesiące życia.
Nadszedł czarny dzień.
Kuba leżał w szpitalnym łóżku. Do jego rąk podłączone były kroplówki, a wokół był wiele kabli i monitorów. Nagle złapał go silny ból w brzuchu. Sara chciała zawołać lekarza, jednak Kuba odparł jej:
-Kochanie, to już pora na mnie. Lekarz dawał mi więcej czasu, ale jak widzisz inaczej ma być. Ale  nie martw się, będę przy Tobie tu, w Twoim sercu- pokazał dłonią na serce – Kocham Cię, nie zapomnij o mnie – dokończył zamykając swoje oczy.
Sara zaczęła panicznie krzyczeć i wołać lekarzy. Wszyscy się zbiegli i wiedzieli, że to już koniec. Dziewczyna darła się na nich: „Macie go ratować! Szybko! Nie pozwólcie mu stąd odejść!!”. Łzy nie przestawały spływać po jej policzku.


Ostatni raz go przytuliła. 
Ostatni raz go pocałowała. 
Ostatni raz powiedziała mu, że go kocha.  
Po raz ostatni go widziała. 

poniedziałek, 24 października 2016

(nie) szczęśliwa miłość





Dwa lata temu zdałam maturę, jednak nie wybrałam studiów, gdyż od dzieciństwa marzy mi się kariera w świecie mody. Po zdanej maturze wybrałam się na imprezę do największego klubu w moim mieście- Poznaniu. Bawiłyśmy się świetnie (ja i moja przyjaciółka Wiktoria). Jak zwykle zaczepiali nas pijani faceci, a my jak zawsze ich odrzucaliśmy. Jednak moim oczom ukazał się on- przystojny, wysoki brunet, pełno tatuaży, jednak na szczęście nie był łysy- tego nienawidzę. Próbowałam zwrócić na siebie jego uwagę, ale nic z tego. Siedział ze swoimi kumplami i miny mieli dziwne. Zasmuciło mnie to, gdyż zawsze miałam to co chciałam. Postanowiłam wrócić do domu. Byłyśmy zbyt pijane by wracać na pieszo więc czekałyśmy na zamówioną taxi. Nagle podjechała czarna audi ca, przyciemnione szyby się otworzyły i zobaczyłam jego… Tego przystojnego bruneta z klubu:

- Będziecie tak stały i patrzyły się, czy wsiądziecie i pojedziecie z nami?- Zapytał, śmiejąc się cicho do kierowcy.

- Wiesz co, mamy zdrowe nogi – kontynuowałam- poradzimy sobie same. – Odpowiedziałam z groźną miną.

I odjechali. Byłam smutna, nie spodziewałam się tego. Przecież nie wiem co by się stało, gdybym tam wsiadła. Mogli mnie odwieźć spokojnie do domu, ale też mogli mnie zgwałcić, porwać, zabić… Nie chciałam ryzykować. Chociaż w sumie to co mogło mnie tam spotkać, byłoby na pewno lepsze niż to co działo się później…. 


W kolejny weekend poszłyśmy do tego samego klubu. Coś mnie tam ciągnęło. Przecież w Poznaniu jest tyle  ciekawszych miejsc… 


Siedziałyśmy w zarezerwowanym wcześniej miejscu.  Wiktoria poszła po drinki i jedzenie. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu:

-Laura! Spodobałaś mi się. Rzadko kiedy laski odmawiają podwózki na chatę – Odparł.

-Widzisz, nie jestem taka jak każda. – Oznajmiłam.

Moja koleżanka rozmawiała z jego kolegą, a ja z nim. Rozmawialiśmy jedynie do 3, bo wtedy zamykali lokal. Zapytał się mnie czy chcę aby mnie odwiózł  do domu. Ja się nie zgodziłam. On się tylko uśmiechnął i powiedział „do jutra, słońce”. W sumie nie zastanawiałam się nad tym, chyba za dużo wtedy wypiłam. 


Następny poranek. Prawie zaspałam na mój pierwszy poważny casting. „Cholera, co oni sobie o mnie pomyślą. Nowa, a spóźnia się”- wtedy tak myślałam. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się na czarno. Prawie zapomniałabym szpilek i zdjęć. No dobra, wyszłam. To co zobaczyłam… Znów on. Jednak teraz czarnym mercedesem, znów przyciemnione szyby. „Dawaj szybko, już powinnaś tam być”- krzyknął do mnie. Nie mogłam przestać się patrzeć na niego. Skąd on wie gdzie mieszkam? Skąd wie gdzie się wybieram? No ale co ja miałam zrobić. Od tego castingu zależała moja kariera. Wsiadłam. Kilka minut później byłam już na miejscu. On mi zakomunikował, że na pewno mnie przyjmą. Potem dodał, że po mnie nie przyjedzie, bo wyjeżdża na kilka dni w delegacje. 


Miał racje. Przyjęli mnie! Mnie! Boże, cudownie!! Tak się wówczas cieszyłam. 


Po trzech dniach, z samego rana usłyszałam pukanie do drzwi. Zaspana wstałam i je otworzyłam. Stał jakiś dziwny facet, a w ręku trzymał bukiet róż:

-Pani Laura Karmańska? – Zapytał uśmiechnięty kurier.

-Tak się nazywam, ale niczego nie zamawiałam- odpowiedziałam nie dowierzając.

-Spokojnie, wszystko opłacone- odrzekł przekonująco- proszę, niech pani je szybko wsadzi do wazonu- odparł dając mi w ręce kwiaty.

Od kogo one są? Przecież ja nie mam chłopaka od tylu lat. Może to pomyłka? „piiip piiiip” Przyszedł sms od nieznanego numeru: „To dla Ciebie. Miały dojść wcześniej, przepraszam. Przyjadę po Ciebie dziś o 20.” Nie wiedziałam co mam myśleć. Przecież my się nie znamy… 


Tak mijały tygodnie. Codziennie dostawałam bukiety kwiatów. Nieustannie zabierał mnie na kolacje do drogich restauracji. Mijały miesiące. Moja kariera rozkwitła. Zaczęłam zarabiać fajne pieniądze. A co najważniejsze..zakochałam się w nim. 


Jednak nadszedł okropny dzień. Nie odbierał telefonu, więc postanowiłam do niego pojechać.  Dał mi swój klucz od domu, zatem z wejściem nie było problemu. Zobaczyłam go z jakimiś trzema laskami. Pół nagie leżały obok niego podając mu do ust owoce. „Kochanie, to nie tak jak myślisz”. Nie wiedziałam co mam robić. Wyszłam. Mocno płakałam. Jednak nie mogłam odejść. Wróciłam tam, wygoniłam „ładnie” panie, a jego uderzyłam w ten paskudny ryj. „Jak mogłeś mi to zrobić”-krzyczałam i płakałam. On zaczął mi się tłumaczyć, że to jedyny i ostatni raz. Że tylko mnie kocha. Nie mogłam bez niego żyć. Wybaczyłam mu. 


Z tygodnia na tydzień on stawał się coraz bardziej zazdrosny. 


Wybrałam się na kawę z przyjacielem(Tomkiem) i Wiką. Oni mówili mi, że się bardzo zmieniłam, że nie poznają mnie. Ja się tylko z nich śmiałam i mówiłam, że mi zazdroszczą. Nagle zobaczyłam idącego w naszą stronę Adama. Minę miał zabójcy. Rzucił się na Tomka, tłumacząc mu, że ma się odpierdolić od jego dziewczyny. Kazałam mu przestać ale to nie pomagało. Z Wiktorią ledwo go odciągnęłyśmy. Wtedy on złapał mnie za rękę i zaprowadził do auta.

-Co Ty wyprawiasz! Przecież to mój przyjaciel! – krzyczałam na niego wszystkimi siłami.

„plask” uderzył mnie w policzek.

Zatkało mnie. Nigdy nie dostałam w twarz.

-Należysz tylko do mnie! Tylko ja Cię mogę mieć! Powtórz to! – Krzyczał

-Należę tylko do Ciebie- powiedziałam cichym głosem.


Tak się zaczęło. 


Nie mogłam wychodzić z domu. Miałam siedzieć na dupie i sprzątać. Na obiady on chodził do restauracji, a ja mogłam jedynie zamówić pizzę do domu.  W wyniku tego przytyłam. Zawsze kiedy przychodził to szarpał mnie, przyciągał do ściany i mówił, że znów się spasłam jak świnia. Wmawiał mi, że jestem nikim. 

Ja już tego nie wytrzymałam. Rzuciłam się na niego, trzymając w ręku szklankę. On mnie złapał, wyrwał szkło i rzucił mnie na ziemię. Złapał za szyję i wypowiedział te słowa: „Kochanie, nasza miłość jest piękna”, po czym uderzył mnie w twarz. Gdy zobaczył spływająca krew przestraszył się i przytulił mnie. 


Tak wyglądało moje życie dopóki nie trafiłam do szpitala z połamaną ręką i posiniaczonym ciałem. Lekarzowi wyjaśniłam, że spadłam ze schodów. Wiktoria odwiedziła mnie i zakomunikowała mi, że tego tak nie zostawi. 


Gdy nadszedł dzień wypisu ze szpitala, przyjechała po mnie i zabrała mnie do swojego domu. Jednak nie mogło być tak pięknie. Adam przyjechał i poprosił Wikę aby nas na chwilę zostawiła. Powiedziałam jej, że jak coś to ją zawołam. Adam powiedział mi, że mnie kocha i przeprasza. Mówił, że żałuje wszystkiego. Ja mu odparłam, że nigdy go nie kochałam, i że nie chcę z nim być. Wtedy wpadł w szał. Wykrzyczał mi, że płacił wszystkim agencją by mnie przyjmowali do pracy, krzyczał, że jestem zwykłą tanią szmatą do……. Eh. Wyszedł.





Nie odzywał się do mnie dłuższy czas. Czas leciał a w raz z mijającym czasem znikała moja miłość do niego.





Zaczęłam się źle czuć. Ulubione jedzenie mi nie smakowało, moje perfumy już mi się nie podobały i co gorsza- przytyłam. Myślałam, że jestem chora. Wybrałam się do lekarza by dowiedzieć się co mi jest. Miałam bardzo pozytywne wyniki, ale mój lekarz doradził mi bym wybrała się do ginekologa. Byłam załamana. Dziecko? Z tym potworem? 


Modliłam się do Boga by to nie była prawda. 


Nadszedł dzień wizyty u lekarza. Mój świat runął w gruzach: „Gratulacje! Jest Pani w 3 miesiącu ciąży!”. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Łzy spływały mi po policzku. Milion myśli krążyło w mojej głowie. Może usunę? Ale przecież to dziecko niczemu nie jest winne… 


Kiedy opowiedziałam przyjaciółce o ciąży ona mi poradziła bym poinformowała o tym Adama. Bo dziecko musi się wychowywać w normalnej rodzinie. Ale on nie nadawał się do normalnego życia… Jednak postanowiłam zaryzykować. 
Zadzwoniłam do niego. Po 4 razie odebrał. Kazałam mu natychmiast przyjechać do mnie. Po 10 minutach już był. Od razu, gdy go zobaczyłam powiedziałam do niego:

-Jestem z Tobą w ciąży

-Co?- wytrzeszczył oczy jakby zobaczył ducha – To niemożliwe! Przecież tyle nie sypialiśmy ze sobą.

-Jestem w 3 miesiącu. Wczoraj byłam u lekarza, który to potwierdził- mówiłam ze łzami w oczach. – Masz 6 miesięcy na podjęcie decyzji. – Odparłam po czym chciałam zamknąć drzwi

-Czekaj, kochanie!- Krzyknął łapiąc mnie za ręce- Nie ma nad czym się zastanawiać, będę z Tobą. – Powiedział ciepłym głosem


Wolałam żeby nie chciał tego dziecka. Jednak tak się nie stało. Kolejnego dnia kupił mi pierścionek i podarował mi 20 róż. „Może się zmienił?” tak myślałam. 


Postanowiłam, że zamieszkam sama, bez niego. On się nie sprzeciwiał. 


Nadszedł dzień, w którym mieliśmy się dowiedzieć o płci dziecka. Poszliśmy na badania razem. Lekarz z uśmiechem na twarzy powiedział, że to dziewczynka. Adam zrobił się czerwony, jego twarz wyglądała jakby miał zaraz zabić doktora. Pociągnął mnie za włosy i przyciągnął do auta. Wtedy nakrzyczał na mnie: „Chciałem mieć syna! Nie interesujesz mnie już! Nie chcę widzieć Ciebie i tego twojego bachora!! Wynoś się stąd!” . Po tym co usłyszałam uderzyłam go w twarz i wykrzyczałam mu, że będzie tego żałował. On się zdenerwował jeszcze bardziej. Podniósł swoją pięść i odparł: „Przeproś mnie za ten policzek albo Ty i ten bachor tego pożałujecie”. Ja mu naplułam na twarz. Nie mogłam niczego innego zrobić. Nie pozwolę, aby ktoś obrażał jeszcze nienarodzone dziecko. Zamachnął się i uderzył mnie pięścią w brzuch. 


Reszty już nie pamiętam. Obudziłam się w szpitalu. Lekarz podszedł do mnie i powiedział: „Bardzo mi przykro.” Nie mogłam się pogodzić z tym. Straciłam swoje dziecko. Nie mogłam się wtedy opanować. Dam sobie rękę uciąć, że mój krzyk słyszał cały szpital. Lekarz wstrzyknął mi lek uspokajający i trochę mi ulżyło.


Po tej sytuacji byłam stałą pacjentką psychologa. Gdyby nie on, nie wiem co bym ze sobą zrobiła.


Adam za to co mi zrobił trafił za kratki. Dostał trzy lata. Musiał sobie załatwić dobrego adwokata, bo miałam wiele dowodów na to co zrobił. Przed sądem okazałam jego okrucieństwo wobec mnie.

sobota, 22 października 2016

A K C E P T A C J A S I E B I E




Codziennie patrzę w lustro i widzę paskudną mordę. W tych spodniach wyglądam jak grubas. Ehh, przecież ja jestem gruba. Dwa lata nie ważyłam się, ale jestem pewna, że mam nadwagę. A moje włosy? Totalna porażka. Ani długie, ani ładne. Jak ja tak się pokażę  ludziom? Przecież każdy mnie wyśmieje. Wiem co zrobię. Zostanę w domu, usiądę przed kompa i odpalę filmiki na youtube. Może nauczę się wykonywać perfekcyjnie makijaż. Jeszcze szybko przejrzę szybko działające diety, może uda mi się schudnąć.

O boże, ja już tyle ćwiczę i nie widać rezultatów. On zaczął później ode mnie a ma ciało jakby ćwiczył kilka lat. Znów jestem gorszy. Może kupię sobie jakieś super odżywki, po których urosnę.

             A K C E P T A C J A   S I E B I E

Wydaje mi się, że jest sporo ludzi, którzy przeżywali powyższe sytuacje. Jest końcówka 2016 roku, a w naszym świecie bardzo ceni się internet. On jest zasypany głupotami. Czasem zdarza się przeczytać jakąś mądrą treść. Górują filmiki, na których dziewczyny wyglądają perfekcyjnie. Idealnie proste brwi, idealna kreska, idealnie wykonturowana buźka. Zero zmarszczek, a o pryszczach nie wspomnę. Jednak co, gdy zobaczymy taką laskę na mieście. Na pewno niczym nie będzie się różnić od zwykłych kobiet. Jedynie może odznaczać się bujnym mejkapem. Dlaczego one tak się malują? Być może chcą być lepsze, chcą poprawić swoją samoocenę. Z tym się zgodzę, bo sama codziennie się maluję ale staram się robić to tak, by bez makijażu nie wyglądać jak inny człowiek. 
Nasze wady z czasem mogą stać się zaletami. Niektórzy mają małe oczy i im to nie odpowiada, a innym one strasznie się podobają. Tak samo jest z lokami i prostymi włosami, jak i blond i czarne. Jak to wszystko zacząć? Wypisz na kartce po jednej stronie swoje zalety, a po drugiej wady. Na pewno znajdziesz więcej zalet niż wad. Każdy jest wspaniałym człowiekiem, jednak nie każdy dostrzega w sobie te piękno.
Nie patrz na innych, a patrz na siebie. Co z tego, że Twój kolega dostał 5 z historii a Ty 2. Ty możesz być lepsza z angielskiego. Nie wychodzi Ci w szkole? Na świecie jest tysiąc innych spraw, w którym możesz być świetna. Zadam Ci kilka pytań. Czy każdy zawodowy piłkarz ma skończone studia? A chociaż maturę? Czy każda super modelka skończyła szkołę? A co z innymi gwiazdami?  Każdy ma swoją kategorię, wystarczy dostrzec to i działać! Mało jest czasu, a wiele do zrobienia.
Nie ma osób idealnych. Nie możemy porównywać siebie do innych. Nie ma takiej NATURALNEJ osoby, która nie ma na ciele ani jednej krostki, ani jednej blizny.
Kompleksy są rzeczą naturalną. Ja też je mam. Najważniejsze jest to, aby je przezwyciężać! Ja byłam gruba, nie mogłam patrzeć w lustro. Wzięłam się za siebie i zaczęłam racjonalnie i zdrowo się odżywiać. Ćwiczę już od 3 lat. Jednak ja jestem leniwa, gdyby nie to już pewnie mogłabym się pochwalić ślicznym ciałem. Od zawsze chciałam mieć piękny uśmiech. Kiedyś nie potrafiłam się śmiać bez zakrywania twarzy. Od kilku miesięcy noszę aparat i uśmiecham się bardzo często. Marzą mi się długie włosy, dlatego dbam o nie i widzę już wielkie zmiany. Kiedyś nosiłam doczepiane włosy aby się dowartościować. Już tego nie potrzebuję.
Wyjdź z cienia. Jeśli jesteś wstydliwa, zacznij mówić. Zabieraj głos jak najczęściej. Jeśli nie lubisz swojego ciała, stań przed lustrem w stroju i powiedz sobie 10 razy "Jestem piękna taka jaka jestem, bo jestem sobą. " Rozmawiaj z kimś. Nie trzymaj tego wszystkiego w sobie, bo to Cię tylko rani. A ja nie chcę widzieć już zranionych dusz, a uśmiechnięte piękne buźki. 



Spójrz w swoje problemy twarzą w twarz. Bądź szczera ze sobą. Jeśli coś Cię denerwuje- zwalcz to. Poczuj się piękna i szczęśliwa.
Odniosłaś porażkę? Nie płacz. Wstań. Otrząśnij się. Powiedz, że dasz radę. Nie dziś to jutro, nie jutro to za tydzień, ale zrobisz to. Kto jak nie Ty da radę? Zaakceptuj swoje wzloty i upadki.
Niska samoocena może doprowadzić do problemów, a te do różnorodnych nałogów czy depresji. Nie lepiej jest być szczęśliwym takim jakim się jest? Nie musisz się mocno malować by być piękną. Nie musisz pokazywać cycków do zdjęć by być docenioną. Uwierz mi, że faceci nie zwrócą na Ciebie uwagi, gdy będziesz je uwieczniała. Spojrzą na Ciebie jedynie Ci, którzy skaczą z kwiatka na kwiatek lub Ci co chcą tylko jedno. Nie musisz być chuda jak patyk by być kobietą! Jesteś grubsza ale nie gorsza. Zadbaj o siebie, a obiecuję, że poczujesz się lepiej. A co z chłopakami? Faceci nie muszą wyglądać jak model z wybiegu by podobać się dziewczyną. Nie muszą brać na klatę100 kg by być fajnym. 


Pokochaj siebie. Jesteś jedyna taka, a ty kolego jedyny taki. Zaakceptuj siebie.

środa, 19 października 2016

Tyle amoniaku, a one nadal żyją

Ja zabawę z amoniakiem i różnymi firmami posiadającymi farby zaczęłam bardzo wcześnie. Już jako dziewczynka bawiąca się laleczkami miałam na wakacje czerwone pasemka. Oczywiście robione przez mojego zdolnego tatę.


Będąc w 6 klasie podstawówki zdecydowałam się na coś okropnego.... tak zwane końcówki. I to nie takie ombre, które w dzisiejszych czasach często widać na ulicach. Kupiłam najtańszy rozjaśniacz w drogerii, bodajże z Joanny. I co? W ruch poszły niebieskie rękawiczki i jazda. Ani dokładnie, ani powoli, szybciutko te zło wylądowało na moich włosach. Trzymałam około 15 minut i zmyłam. Efekt? Wtedy powalający i cudny, a teraz? Pożal się boże...



Gdy poszłam do szkoły mój wychowawca miał minę niczym gestapo na widok żyda. On był bardzo rygorystyczny. Wtedy jedynie mogłabym mu pokazać środkowego, a teraz bardzo mu jestem wdzięczna za tą troskę o mnie i o te włosy.... Każdy nauczyciel już przyzwyczaił się do moich kolorowych włosków. 



Zbliżał się czerwiec, zakończenie roku szkolnego. Przyszedł mi do głowy pewien pomysł... Blondi! Och, tak, blond. Więc szybciutko do rossmanna po farbę. Wybrałam zwykłą najjaśniejszą blond śmierć.
Wyszedł rudy kolor. Później do września malowałam odrosty. 



Kiedy przyszedł rok szkolny i nowa szkoła zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru. Bodajże w październiku pomalowałam włosy czekoladowym brązem. Z każdym myciem ten kolor się zmywał... Można sobie wyobrazić jak to wyglądało.

                                 

Każdy z nas przejdzie, przechodzi lub przeszedł okres buntu. Mnie też to dotknęło. Aż strach patrzeć na te zdjęcia. CZARNE włosy. C Z A R N E. To zabójstwo! 
Oczywiście zrobiłam najtańszą i najmocniejszą farbą z marketu. Niby tania, a pigment miała cholernie mocny.
Mam jasną karnacje i oczy, jednak nie było aż tak źle.

Moje włosy zaczęły wypadać. Najbardziej przy myciu. Wtedy przetestowałam maseczkę na włosy WAX
Ona mnie wtedy uratowała! Włosy zaczęły mi szybko rosnąć, nie wypadały- w ogóle! 

Po około pół roku zmieniłam zdanie i zrobiłam ukochane końcówki. No porażka.

                         
 

Wyglądałam jak patologia. Dodam niżej zdjęcie z przed miesiąca dla porównania. (-10 kg)
                         
 

W końcu nadszedł 2014 rok. Zachciało mi się blondu, blond, który mam do dziś. Kto mi robił? Oczywiście ja sama. Ja + rozjaśniacz. Zużyłam ok 4 paczek w ciągu kilku dni. Brąz, rude, żółte... Żółte zostały. Najbardziej pomógł mi rozjaśniacz z Syoss                                     

Na tym zdjęciu miałam doczepiane włosy. (doczepiane.pl) Strasznie polecam je. Posiadam doczepy do dziś. Jednak już są w fatalnym stanie i nie nadają się do niczego. Wtedy nosiłam je przez pół roku. Naprawdę świetne rozwiązanie.
                       

            Zdjęcie na lewo bez doczep, na prawo z doczepami

I blond towarzyszy mi do dziś. Pod koniec wakacji zdecydowałam się odwiedzić fryzjera. I tam wydarzył się cud! (Salon Fryzjerski "Diana")



Nie zliczę ile razy moje włosy zostały potraktowane farbą. Jednak do tej pory nie jestem łysa:) Choć fryzjerki się dziwią. Dbam o moje włosy. Jeszcze w tym roku myłam je co 3-4 dni. Kiedy robiły się tłuste- wiązałam w warkocz lub dwa warkocze. To naprawdę pomaga. 

Dzięki za poświęcony czas, buźka ;)

poniedziałek, 5 września 2016

Doceniłam to


Doceniam wszystko po stracie. Czyż to nie znajome Ci słowo? Mi z dnia na dzień coraz bardziej. Zdałam sobie sprawę, jak słaba jestem emocjonalnie, choć jestem pewna, że każdy z nas nie poradziłby sobie z tym.

W jednej sekundzie mogłam ją stracić. Wystarczyło jechać o 20 km za szybko... i koniec. Koniec życia. Jednak dostała te drugie. Coś nad nią czuwało. Coś lub ktoś... Ta sytuacja pogłębiła moją wiarę w Boga. Czy to nie prawda, że modlimy się zawsze do Boga, gdy coś się stanie? Gdy boimy się czegoś?

Ona jechała w daleką podróż, jednak nie dane jej było dojechać szczęśliwie. Już na początku wleciał w nią samochód. Każdy na miejscu twierdził, że był to cud. Jej życie jest cudem.

Od początku coś przeczuwałam... coś musi być nie tak. Zawsze, gdy wyjeżdżała to płakałam, jednak nie tak jak wtedy. Teraz przeglądałam jej rzeczy, zdjęcia... to nie był zwyczajny płacz " za chłopakiem". To była ogromna rozpacz. Czułam się jakbym straciła najważniejszą osobę w moim życiu. Straciłam cząstkę siebie. Bo przecież ona mnie stworzyła.

Obwiniałam siebie. Może gdyby jechała 2 sekundy później- nic by się nie stało. Może gdybym ja zatrzymała ją na kilka sekund- nic by się nie stało. Może gdybym nie ciągnęła jej do sklepu po zeszyty- nic by się nie stało. A może tak musiało być? Ale przecież ona jest dobrą osobą, to właśnie ona ma pod górkę. Nigdy nikomu krzywdy nie wyrządziła, a wręcz przeciwnie.

Dobra, nie jestem samolubna.

Przez ten jeden wypadek zagłębiłam się w różnych stronach, w których pisało o tragicznych wypadkach. Nawet mogę wrócić do jednego z nich, w pobliżu mojego miasta. Zginęli niewinni ludzie. Niewinne Dzieci. Czy to jest wina Boga? To wina ludzi! Teraz zrozumiałam po co są te przepisy. Je trzeba przestrzegać. U tej pierwszej brakowało 20 km/h do śmierci, a u ostatnich było ich o wiele za dużo... i zginęli. Jeszcze jeden przypadek, też w okolicach. Młodzi ludzie zginęli. Dziewczęta o kilka lat starsze ode mnie. Kierowca przeżył. Czemu? Znów te kilometry.

Trzeba to przeżyć by to zrozumieć. Ja w niczym nie uczestniczyłam, więc nie powinnam się udzielać. Lecz najbliższa mi osoba tego doznała, ja to odczuwam sto razy bardziej.

To tylko kilka z tych sytuacji. Oszukać przeznaczenie...

niedziela, 6 marca 2016

Doceniaj kogoś, zanim go stracisz


Para zakochanych w sobie ludzi- Ewelina i Kamil byli mieszkańcami okolicy stolicy-Pruszkowa. Byli ze sobą pół roku, a ich związek zaczął się zbyt szybko, jednak swoją znajomość pogłębiali codziennymi spotkaniami oraz rozmowami. Zamieszkali ze sobą już po dwóch miesiącach związku. "Gołąbki nierozłączki"- tak ich nazywali znajomi i rodzina. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. Mieli wiele wspomnień, zdjęć, przeżyć. Jednak z biegiem czasu wszystko zaczęło się walić. Kamil przestał obdarowywać ją prezentami i słodkimi słówkami. Dziewczyna nie widziała w tym nic dziwnego, zawsze chciała być w prawdziwym związku bez sztucznych uśmieszków...

- Muszę wyjechać na pół roku do Francji- powiedziała 20-sto latka.
- Jak to? Nie przeżyję dnia bez Ciebie!- wykrzyczał z przerażeniem chłopak.
- Może to będzie sprawdzian dla naszego związku?- zapytała.
- No dobrze, ale masz odbierać ode mnie telefony i odpisywać na sms'y- odparł 20-sto latek.

Następnego poranka dziewczyna spakowała się i udała w stronę drzwi. Ze łzami w oczach się z nim żegnała jakby to miało być ich ostatnie widzenie. 
- Kochasz mnie?- zapytała go.
- Oczywiście tak! Jeszcze nie wiesz jak bardzo. Nie wiem jak wytrzymam bez Ciebie, ale dam radę. Będę czekał na Ciebie i pisał nieustannie!- wykrzyczał chłopak. 

Zamknęły się drzwi. 

Minęła godzina, a na jej wyświetlaczu było 20 wiadomości. Z godziny na godzinę ta ilość się powiększała. Cieszyła się z tego, nawet nie wiecie jak bardzo...
Gdy zbliżył się wieczór, Kamil zawinął drugą kołdrę na kształt swej ukochanej, położył na to jej zdjęcie i zasnął. Śnił się mu ich wspólny ślub, na którym była ich wymarzona córka. Przebudził się z uśmiechem na twarzy, jednak ten uśmiech zniknął gdy jego drugi sen zmienił jego życie. W nim widział czarno białe istoty, wodę, skarpę, groby. Przeraził się i dzwonił do Eweliny. Ta odpisała mu, ze wszystko u niej dobrze. Jednak to mu nie wystarczyło...
Gdy zbliżał się ostatni tydzień przed jej powrotem, z samego rana udał się do jej domu rodzinnego aby dowiedzieć się od jej rodziców co się z nią dzieje. Okazało się, że rodzice nie wiedzieli o wyjeździe, lecz byli świadomi czegoś innego... 
Udali się w trójkę do szpitala. Gdy otworzył drzwi od sali..jego życie w sekundę straciło sens.. 
- Ewelinko! Dlaczego tu jesteś? Co się stało?- zapytał z przerażeniem.
- Widzisz kochanie...wytrzymałeś beze mnie tyle, wytrzymasz i codzienność. Od roku jestem poważnie chora. Nie chciałam Ci nic mówić, bo wiem, że byś próbował mnie uratować. - wyszeptała ostatnimi siłami.
Ostatni raz spojrzeli sobie w oczy, ostatni raz ją przytulił i pocałował. 
Ewelina już odlatywała do innego świata... Zniknął puls...Serce przestało bić... Lekarze kazali im wyjść z sali. Gdy zabierali dziewczynę, z jej ręki wysunęła się kartka o tytlu "Kamil, nasza rodzina". Chłopak zabrał ją i zapłakany wybiegł do pobliskiego parku. Dziewczyna pisała tam jak bardzo go kocha i przeprasza. Ostatni akapit tekstu zwalił go z nóg.. Napisała, że gdy wyjeżdżała była w 4 miesiącu ciąży. Musiała  ostatnie miesiące przebywać w szpitalu, by uratować ich dziecko. Córka- przetrwała.